Piątkowa sesja była klasycznym przykładem sytuacji, w której jeden komunikat polityczny potrafi unieważnić tygodnie analiz pogodowych. Informacja o pełnym otwarciu Cieśniny Ormuz zadziałała błyskawicznie. Rynek, który przez ostatnie dni żył w strachu przed blokadą szlaków handlowych i wojną, nagle odetchnął. Efektem był gwałtowny odwrót od surowców – inwestorzy finansowi zaczęli masowo sprzedawać kontrakty na ropę i zboża, przenosząc kapitał na giełdy akcji.
Spadek cen ropy o blisko 10% pociągnął za sobą cały sektor roślin oleistych. Rzepak traktowany jest dziś w dużej mierze jako surowiec energetyczny (do produkcji biopaliw). Kiedy tanieje ropa, rzepak traci swoje „paliwo” do wzrostów.
Przebicie psychologicznej granicy 500 euro/t na nowych zbiorach w Paryżu wywołało lawinę zleceń sprzedaży.
Dodatkową presję dołożyły wieści z Australii, gdzie farmerzy planują siać więcej rzepaku kosztem pszenicy, co zapowiada dużą podaż tego surowca w przyszłości.
Sytuacja pszenicy była najbardziej skomplikowana. Z jednej strony mamy fatalne wieści z USA:
W kluczowych stanach (Kansas, Oklahoma) pszenica ozima jest w dramatycznym stanie przez suszę.
Na ten weekend zapowiedziano przymrozki, które dla osłabionych roślin mogą być zabójcze.
We Francji również zaczyna brakować deszczu, co budzi pierwsze obawy o plony w Europie.
Z drugiej strony, mimo tych problemów, cena w Paryżu spadła z 194 na 191,25 euro/t. Stało się tak dlatego, że giełda w pierwszej kolejności zareagowała na tanią ropę i ogólne uspokojenie sytuacji na Bliskim Wschodzie. Dopiero w dogrywce (sesja wieczorna) kurs podskoczył do 192,50 euro/t, co pokazuje, że niektórzy gracze boją się zostawać z "pustymi rękami" na weekend, wiedząc, że mróz w USA może w poniedziałek wywołać rajd cenowy.
Kukurydza w Europie nie zdołała utrzymać wzrostów z południa i zakończyła dzień na lekkim minusie. Głównym hamulcem były nowe prognozy z Argentyny, która spodziewa się rekordowych zbiorów (61 mln ton). Ta ogromna masa ziarna, która wkrótce trafi na rynek światowy, skutecznie blokuje próby większych wzrostów cen, nawet gdy inne surowce drożeją.
Podczas gdy na giełdach towarowych panował pesymizm, indeksy akcji (jak polski WIG20 czy niemiecki DAX) wystrzeliły w górę. Taniejąca energia to dla przemysłu i konsumentów szansa na niższą inflację, co rynki finansowe przyjęły z euforią. Dla polskiego rolnika sytuację pogorszyło umacnianie się złotego. Kurs euro spadł w okolice 4,22 zł, a dolara do 3,58 zł. To sprawia, że nawet jeśli ceny na giełdach w Paryżu czy Chicago by stały w miejscu, to cena w polskich skupach i tak by spadła.
Piątek był sesją, w której rynki surowcowe "oddały" premię za ryzyko wojenne. Zboża taniały, bo stały się zakładnikiem taniejącej ropy, mimo że ich własne fundamenty (pogoda i stan upraw) sugerują, że ziarna może być w tym roku mało. Najbliższe dni pokażą, co wygra: czy euforia po otwarciu Cieśniny Ormuz, czy strach przed pustymi polami w Kansas.